wtorek, 10 maja 2016

ULUBIEŃCY KWIETNIA: MAYBELLINE, LA LUXE PARIS, BIELENDA, GARNIER, ADIDAS, BALEA.

Mamy już nowy miesiąc, więc standardowo pora na rozliczenie poprzedniego. W kwietniu prym wiodła pielęgnacja. Jeśli chodzi o kolorówkę to w kwietniu przewijały się u mnie w większości te same kosmetyki co w poprzednich miesiącach, więc w dzisiejszym wpisie postanowiłam omówić kilka nowości w mojej kosmetyczce oraz te, które nie miały jeszcze okazji debiutować na blogu. Gotowe na ulubieńców kwietnia? W takim razie zapraszam do dalszego czytania. 



Z kolorówki w kwietniu na wyróżnienie zasłużył sobie eyeliner w żelu od Maybelline - Lasting Drama Up to 24h. Początkowo nie wzbudził we mnie wielkich zachwytów, wręcz odwrotnie - ogromne zniechęcenie. Nie miało to związku z samym produktem tylko moim brakiem umiejętności w posługiwaniu się nim. Nie miałam wprawy i zrobienie nim ładnej kreski graniczyło z cudem. Uznałam, że nie jest nam pisana długotrwała znajomość i poszedł w odstawkę. Z początkiem kwietnia jednak dałam mu i sobie kolejną szansę. Zmieniłam pędzelek na inny i to był strzał w dziesiątkę. Aplikacja od razu stała się przyjemniejsza i z każdą kolejną próbą szło mi coraz lepiej. Dalej kreski nie powstają idealne, ale jestem na dobrej drodze. Ten eyeliner jest naprawdę dobrej jakości produktem, długo wytrzymuje na powiece bez najmniejszego uszczerbku, ponieważ jest produktem wodoodpornym, nie kruszy się, nie odbija się na górnej powiece i ma fajny, bardzo intensywny kolor. W moim wypadku jest to odcień głębokiej czerni Noir Black. Ponadto osoby, które zwracają uwagę na takie detale jak wygląd produktu, będą zadowolone, gdyż eyeliner został zamknięty w bardzo luksusowym, szklanym słoiczku. Jeśli chodzi o eyelinery w żelu to z tym egzemplarzem polubiliśmy się, chociaż ogólnie bardziej preferuję te w pisaku.


Ostatnio przypomniałam sobie także o podkładzie w sztyfcie Maybelline Fit Me! i wróciłam do jego użytowania. Mam jednak mieszane odczucia. Nie jest to zły podkład, jest mega wygodny w aplikacji, ale na krótko. 8h raczej nie przetrzyma. Za to na krótkie wyjścia np. do sklepu, na spacer itp. jest w porządku. Szybko się go nakłada i cera za jego sprawą wygląda naprawdę ładnie i promiennie. Nie jest to jednak produkt wydajny i bardzo szybko dobija dna stosowany na całą twarz. Tak jak w roli podkładu na dłuższe wyjścia nie do końca mi odpowiada, tak świetnie sprawdza się w roli korektora.


Do dobrych produktów zawsze się wraca. Tak było w przypadku La Luxe Paris i ich aktywnej odżywki do rzęs 6w1. Właściwie to powróciłam do niej z podkulonym ogonem. Cudownie wydłuża rzęsy, dodaje im objętości i nawilżenia. Szczotka rewelacyjnie je rozczesuje, produkt nie osadza się w nadmiarze, dlatego świetnie sprawdza się jako baza pod tusz. Tak jak na bazę pod tusz z Essence sobie ponarzekałam TUTAJ klik, tak tą z La Luxe Paris uwielbiam! I gorąco polecam. 


Skoro poruszyłam temat odżywek to nie mogę pominąć odżywki tym razem do paznokci marki Bielenda CC Magic Nails, Repair Extreme, którą namiętnie ostatnio stosuję. Jest to multifunkcyjna odżywka - serum 10w1. Ma za zadanie ekstremalnie poprawić wygląd i kondycję paznokci na 10 sposobów. Czy rzeczywiście? Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że paznokcie stały sie mocniejsze, przestały się łamać i jakby szybciej rosną. Poza tym odżywka po zastosowaniu na paznokcie pozostawia ładny kolor naturalnego, mlecznego różu. Paznokcie po pomalowaniu wyglądają bardzo schludnie. Zasycha bardzo szybko. Wystarczy kilkanaście sekund, by paznokcie stały się suche. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to fakt, że szybko odpryskuje. Za to ogromnym plusem i wielkie uznanie dla producentów za brak FORMALDEHYDUskładzie, czyli inaczej mówiąc aldehydu mrówkowego. A jest to substancja bardzo toksyczna i silnie alergenna. Tym samym odżywka Bielendy znajduje stałe miejsce na mojej półce. Być może skuszę się w przyszłości na wypróbowanie pozostałych dwóch jej wersji. 


Na dworze robi się coraz cieplej, dlatego w mojej codziennej pielęgnacji nie może zabraknąć odświeżających zapachów i ochrony przed poceniem. Niestety moją wielką zmorą i kompleksem od zawsze jest nadmierne pocenie. 


Ostatnio moje uznanie zyskał Deo roll-on Garnier mineralProtection 5 to kompletna ochrona skóry i ubrań 5 w 1: przeciw przykremu zapachowi, przeciw wilgoci, przeciw podrażnieniom, przeciw białym śladom i przeciw żółtym plamom. I ku mojemu zaskoczeniu obietnica producenta sprawdza się w 100%. Hamuje pocenie, zapewnia uczucie świeżości. Fioletowa wersja urzeka pod względem zapachu, który bardzo długo się utrzymuje na skórze. Mój mąż za każdym razem zachwyca się tym zapachem, a początkowo myślał, że to jakieś moje nowe perfumy. A kiedy powiedziałam, że to dezodorant pod pachy to nie chciał mi wierzyć ;-). Zapach jest przecudowny! Nie podrażnia, można go używać od razu po depilacji. Nie zostawia śladów na ubraniach. Szybko się wchłania i się nie lepi. Do tego jest dość wydajny i ma niską cenę. Plus za brak alkoholu i parabenów. 


W kwietniu powróciłam także do mojego ulubionego różowego dezodorantu perfumowanego w sprayu Adidas Fruity Rhythm. Czuję do niego wielki sentyment. Od razu przypominają mi się lata szkolne. Zapach jest słodki i owocowy, typowo wakacyjny, dlatego jest idealny na cieplejsze dni. W składzie znajdziemy nuty zapachowe tj. maliny, cyklamen, frezje, drzewo sandałowe i piżmo. Absolutnie uwielbiam ten dezodorant i co jakiś czas do niego wracam. Jest świeży, soczysty i dodaje energii. Mój numer jeden jeśli chodzi o wiosenno-letnie zapachy.


Z kolei całkowitą nowością dla mnie jest mgiełka do ciała Balea o zapachu arbuzowym. Jeśli miałabym tą mgiełkę określić jednym zdaniem to charakteryzuje ją odżywcza świeżość z przyjemnym efektem chłodzenia. Zapach jest rześki, soczysty i bardzo przyjemny. Idealny na cieplejsze dni, by nieco odświeżyć skórę. Zapach jest po prostu niesamowity! Urzekł mnie od pierwszego niuchnięcia ;-).  Mgiełka jest lżejsza niż perfumy i idealnie je zastąpi. Chociaż na długotrwały zapach nie ma co liczyć. Poprzez ulotny zapach trzeba aplikować go dosyć często, ale z drugiej strony mgiełka kosztuje niewiele, więc nie ma co na niej oszczędzać. Poza tym nie pozostawia nieprzyjemnego nalotu na skórze. 


Muszę także wyróżnić w ulubieńcach piankę do mycia twarzy z pompką Balea - Milder Reinigungs Schaum. Łączy w sobie to, czego oczekuję od tego typu kosmetyków - delikatność i skuteczność. Produkt wzbogacony został wyciągiem z kwiatu migdałowca oraz prowitaminą B5. Przede wszystkim podoba mi się forma pianki. Posiada wygodną pompkę, która dozuje odpowiednią ilość produktu, nie zacina się. Poza tym przyjemnie nakłada się na twarz coś tak lekkiego i puszystego. Wystarczy jedna pompka, aby dokładnie umyć całą twarz, przez co kosmetyk staje się bardzo wydajny. Dokładnie i delikatnie oczyszcza oraz pielęgnuje skórę. Nie podrażnia, nie wysusza i nie zapycha. Skóra po aplikacji jest gładka i co dla mnie jest mega istotne - brak uczucia ściągnięcia. 


Wiosna to pora roku, od której szczególnie zaczynam zwracać uwagę na kwestię usuwania zbędnego owłosienia na nogach. Preferuję najprostszą metodę depilacji za pomocą maszynki, dlatego staram się korzystać z produktów, które w jakimś stopniu uatrakcyjniają ten zabieg. Tym razem postawiłam na piankę do golenia marki Balea o przepięknym zapachu różowego grejpfruta i kwiatów plumerii. I muszę przyznać, że  jestem nią zachwycona. Żel oprócz tego, że cudownie pachnie to zmienia swoją konsystencję na piankę o dużej objętości. Jest bardzo przyjemny w użyciu i wydajny. Jedno "naciśnięcie" wystarcza mi na aplikację jednej nóżki. ;-) Po depilacji nie pojawiło się żadne podrażnienie czy przesuszenie skóry. Na dodatek szata graficzna opakowania jest niezwykle kolorowa, a mnogość barw cieszy oczy. Jak dla mnie hit!

Z moich ulubieńców na dziś to tyle. Nie zapomnijcie oczywiście standardowo po przeczytaniu podzielić się ze mną swoimi odkryciami! :-) 

Buziaki :-*
Pozdrawiam serdecznie, 
Nati Strokosz 

---------------------------------------------------------------------------------------
W wolnej chwili zapraszam na mój Instagram Tam jestem praktycznie codziennie! Zachęcam do obserwacji profilu.




6 komentarzy:

  1. Ciekawi ulubieńcy. Zainteresowała mnie ta odzywka z Bielendy bo właśnie ten aldehyd mrowkowy mi szkodzi a wiele odzywek go posiada. Uwielbiam tez mgiełki i a taka arbuzowa to bym chciała. Aromat arbuza jest moim ulubionym zapachem wiosna i latem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mgiełka na cieplejsze dni to taki kosmetyczny Must have :-) Co do odżywki z Bielendy to myślę, że warto wypróbować ;-)

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. murze sie rozejrzeć za odzywka do rzęs :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoją kupiłam na tygodniu francuskim w Lidlu ;-) ale kiedyś widziałam, że Biedronka miała na stanie kosmetyki La Luxe Paris

      Usuń
  3. Używam tej odzywki i bardzo ją lubie :)

    Zapraszam na bloga na nowy post !
    https://jevinn99.blogspot.com/2016/05/makijazowe-przygody-bell-hypoallergenic.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry wybór;-) w wolnej chwili wpadnę na Twojego bloga. Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń

Uwaga!

Jeśli masz jakieś pytanie, zadaj je w komentarzu na blogu pod najnowszym postem lub w komentarzu na Instagramie. Będzie nam łatwiej i przyjemniej przeprowadzić dialog.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie :-)

Pozdrawiam serdecznie,
Natalia

Copyright © 2016 Fasonati by Nati Strokosz , Blogger