piątek, 20 maja 2016

PROJEKT DENKO #2: WIBO, ASTOR, MAYBELLINE, ESSENCE, MANHATTAN, ISANA, DOVE, NIVEA, BALEA, BIELENDA, ALTERRA, SCHWARZKOPF, GUHL, MILDEEN.

Już bardzo dawno na blogu nie pojawiło się żadne denko. Od ostatniego wpisu wykończyłam wiele produktów, ale dzisiaj chcę przedstawić te z ostatnich miesięcy. Jeśli ciekawi Was, jakie kosmetyki stosowałam i zużyłam w ostatnim czasie oraz co o nich sądzę, to zapraszam do dalszej części wpisu. Nazbierało się tego dość sporo, więc weźcie ze sobą filiżankę kawy lub herbaty. Przyjemnej lektury!



Nikogo chyba nie zdziwi przewaga produktów pielęgnacyjnych. Kolorówkę zawsze ciężko zużyć do końca. Sprawdza się więc powiedzenie, że kolorówkę się używa, a nie zużywa. Jednakże kilka kosmetyków kolorowych dotknęło dna, a kilka zwyczajnie doczekało końca terminu ważności.


Wibo, Smooth & Wear Blusher, prasowany róż - mam do niego ogromny sentyment, ponieważ jest to mój pierwszy róż w życiu. Jest bardzo wydajny, nie widać po nim wielkiego zużycia. Służył mi dzielnie od dwóch lat i zapewne dalej bym go używała, gdyby nie data ważności. Nie chcę ryzykować uczulenia, dlatego z żalem trafia do kosza. Jest to jego stara wersja. Obecnie w sprzedaży róż jest dostępny w nowej szacie graficznej i pomniejszonej gamie kolorystycznej. Dla początkujących jest idealny. Więcej na jego temat pisałam TUTAJ klik. 


Astor, Seduction Codes, N°2 Volumen & Curve Mascara - tusz, który sprawdza się w codziennym makijażu. Jest intensywnie czarny, pogrubia, podkręca i wydłuża rzęsy. Poza tym jest trwały, nie kruszy się i nie tworzy efektu pandy. Posiada fajną, wyprofilowaną szczoteczkę, która pozwala pokryć nawet najmniejsze rzęsy.  Efekt wizualny również na plus, bo opakowanie zdecydowanie przyciąga wzrok. Jest to jedna z fajniejszych maskar jakich dotąd używałam.


Maybelline the Colossal Volum Express Mascara, Smoky Eyes. Ten tusz nie rokował dobrze od samego początku. Najzwyczajniej w świecie nie polubiliśmy się. Nie robi z moimi rzęsami dosłownie nic. Ani nie pogrubia, ani nie wydłuża. W sumie to maluje tylko rzęsy na czarno. I na dodatek strasznie śmierdzi jakąś chemią. Nie polecam. U mnie się zupełnie nie sprawdził. Na pewno nie kupię go ponownie.


Essence, Eyeliner pen, Waterproof - świetny eyeliner w pisaku w bardzo przystępnej cenie. Bardzo łatwo narysować nim ładną i precyzyjną kreskę. Ma intensywnie czarny kolor i jest wodoodporny. Pisałam o nim TUTAJ klik. Jednak rozczarował mnie nieco swoją wydajnością, ponieważ dość szybko się wypisał.


Manhattan, Eyemazing Liner, Precise Eyeliner Pen - drugi bardzo dobry Eyeliner we flamastrze, ale jest dwa razy droższy od tego z Essence. Jeśli chodzi o wydajność to niestety nie wytrzymuje wcale dłużej. Łatwy w użyciu i intensywnie czarny. Szerzej opisałam go TUTAJ klik. 


Manhattan 2in1 Perfect Teint, Powder&Makeup - jeden z lepszych pudrów jakie kiedykolwiek używałam. Trzyma się cały dzień i ładnie matowi cerę bez efektu maski. Bardzo wydajny. Jedno opakowanie spokojnie wystarcza na kilka miesięcy stosowania. Po za tym może być stosowany na sucho i mokro. Recenzowałam go już TUTAJ klik. 


Essence the gel nail polish, Base coat i Top coat - Stosuję całą serię produktów The Gel Nail Polish i jestem zachwycona ich jakością. Oba lakiery stanowią zgrany duet w manicure żelowym bez konieczności użycia lampy. Naprawdę świetna imitacja żelu, a lakier bazowy i nawierzchniowy jeszcze dodatkowo wzmacniają trwałość lakieru. Top coat nadaje się na każdy lakier, wzmacnia kolor i wydobywa piękny połysk. Baza standardowo ochroni płytkę paznokcia przed przebarwieniem. Polecam! Więcej o tej serii lakierów pisałam TUTAJ Klik. 


Isana, Hello Spring, żel pod prysznic, edycja limitowana. Przyjemnie pachnący owocowo-kwiatowy żel. Spodobało mi się w nim, że posiada bardzo gęstą konsystencję. Zazwyczaj żele Isany są bardziej wodniste, a ta wersja mnie zaskoczyła. Poza tym dobrze się pieni i oczyszcza ciało. Nie wysusza mojej skóry. No i ta szata graficzna. Od razu przyjemniej witało się wiosnę.


Isana, Keep Calm, żel pod prysznic, edycja limitowana o owocowym zapachu. Cudowna szata graficzna przyciągająca wzrok, ale przy żelach Isany nie powinno to nas dziwić. W porównaniu z wersją wiosenną ma żadszą konsystencję. Dobrze jednak myje i oczyszcza.


Dove, Winterpflege, żel pod prysznic, edycja limitowana. Bardzo fajny, kremowy żel pod prysznic, który otula swoją cudowną gęstą konsystencją i przepięknym zapachem. Jest to wersja zimowa, którą odkryłam w sklepie w okolicach lutego.


Nivea, anty-perspiranty w kulce - mój numer jeden jeśli chodzi o stosowane przeze mnie dezodoranty. Ostatnio zdradziłam je z kulką z Garniera (pisałam o niej TUTAJ klik), ale jest to produkt do którego zawsze będę wracała. Dla mnie kulki Nivea są takim KWC. Pięknie pachną, są wydajne, nie podrażniają skóry nawet po depilacji, szybko się wchłaniają i dobrze chronią przed poceniem. Na plus także eleganckie, szklane opakowanie. Moim ulubieńcem spośród tej gromadki jest Invisible For Black & White Clear.


Balea, łagodny krem do mycia twarzy - fajny, lekki kremik do mycia twarzy wzbogacony o perełki peelingujące z witaminą E. Skutecznie oczyszcza, przyjemnie pachnie i nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Więcej o nim TUTAJ klik. 


Isana young, krem do mycia twarzy przeciw pryszczą - nie jest to produkt, który spowodował euforię, czy przyczynił się o szybsze bicie serca, ale jest przyjemny. Dobrze oczyszcza, nie podrażnia, nie uczula ani nie przesusza cery. Nie przeciwdziała jakoś szczególnie powstawaniu pryszczy, ale też nie powoduje ich wzmożonego wysypu. Ponadto wydajny, w niskim przedziale cenowym, na każdą kieszeń. 


Bielenda, Vanity Professional, Krem do precyzyjnej depilacji Laser Expert - Bikini - wypróbowałam już wiele kremów do depilacji, ale ten jest w mojej ocenie najlepszy. Mam dość grube włoski i w wypadku innych kremów nie zawsze depilacja przebiegała dokładnie. Krem z Bielendy za to rozpuszcza bardzo dokładnie wszystkie włoski i ułatwia ich depilację. Do kremu dołączone są chusteczki łagodzące i opóźniające odrastanie włosów, ale ja z nich nie korzystam, ponieważ płyn, w którym są nasączone powoduje u mnie pieczenie. Jeśli chodzi o depilację to innych kremów nie mam już potrzeby testować. Ten jest idealny. Używam go od dobrych kilku lat, więc wiem, co mówię. Jak jestem w Polsce to zawsze kupuję kilka opakowań na zapas. Polecam! W regularnej cenie kosztuje bodajże 11.99 zł.


Maybelline, płyn dwufazowy do demakijażu oczu - mój KWC do demakijażu oczu. Bardzo dobry produkt, nie podrażnia, idealnie zmywa cały makijaż oczu - nawet ten wodoodporny. Szczerze polecam, bo płyn jest genialny! Pisałam o nim szerzej TUTAJ klik. 


Alterra, odżywka do włosów z granatem i aloesem - moja ulubiona rossmannowska odżywka. Zużyłam już tyle opakowań, że pogubiłam się w rachubie. Pachnie obłędnie! Ułatwia rozczesywanie włosów, które po jej użyciu wyglądają na zdrowsze, są jakby bardziej lśniące. Nie puszą się i nie są sianowate. Fajna i niedroga. Warto przetestować. Omawiałam ją TUTAJ klik i TUTAJ klik. 

Alterra, odżywka do włosów z kwiatem lotosu i morelą - zielona wersja odżywki niestety nie przypadła mi do gustu. Jest mniej wydajna i nie działa na moje włosy tak jak wersja z granatem. Dlaczego jeszcze jej nie polubiłam? Napisałam o tym we wpisie o kosmetycznych rozczarowaniach ostatniego czasu TUTAJ klik. 


Gliss kur, Ekspresowa odżywka regeneracyjna z płynną keratyną, Natychmiast ułatwione rozczesywanie i regeneracja mocnych zniszczeń - Szczerze mówiąc po takich odżywkach cudów się nie spodziewam, umówmy się... na zniszczone włosy pare psiknięć nam ich cudownie nie odbuduje. Albo może akurat na moich włosach tego nie widać. Za to ułatwia rozczesywanie. Ładnie pachnie, jest bardzo wydajna i łatwa w aplikacji. Bardzo odpowiada mi to, że odżywka jest w sprayu. Plus również za to, że widać zużycie.


Gliss Kur, Ekspresowa odżywka regeneracyjna, Regeneracja i objętość, łatwe rozczesywanie - Podobnie jak w wypadku odżywki z płynną keratyną regeneracji czy większej objętości nie zauważyłam, ale jest bardzo przyjemnym produktem ułatwiającym rozczesywanie włosów o przyjemnym zapachu. I ponownie podkreślę, że odżywki Gliss Kur są szalenie wydajne i w przystępnej cenie. Jeśli jednak zależy Ci na obiecanym działaniu to niestety tutaj tego nie znajdziesz.


Guhl, Szampon cytrusowy do przetłuszczających się włosów - Bardzo delikatny szampon przeznaczony do przetłuszczających się włosów na bazie wyciągu z owocu YUZU (aromatyczny owoc cytrusowy pochodzący z Chin podobny do mandarynki). Naprawdę ślicznie pachnie i jest wydajny. Ma konsystencję koncentratu, dlatego wystarczy niewielka ilość produktu na jedno mycie. Niestety nie zredukował przetłuszczania moich włosów od nasady aż po same końce, co obiecywał producent. Przyjemny szamponik, ale mimo wszystko oczekuję od szamponu czegoś więcej.


Mildeen, Szampon ziołowy do normalnych i przetłuszczających się włosów - Dobrze oczyszcza, ładnie pachnie, ma odpowiednią konsystencję. Włosy wyglądają po nim dobrze i co najważniejsze szybko się nie przetłuszczają, co akurat mają w zwyczaju. Był dostępny w niemieckiej sieci sklepów Aldi, ale niestety chyba został wycofany. A szkoda, bo na moje włosy działał idealnie.


Nivea, mleczko pod prysznic z masłem shea - mleczko ma kremową konsystencję i przepiękny zapach. Dobrze nawilża i pielęgnuje skórę. Bardzo fajnym dla mnie rozwiązaniem jest właśnie balsam, który mogę użyć w trakcie kąpieli, bo zazwyczaj zapominam o balsamowaniu po albo zwyczajnie nie chce mi się tego robić. Mleczko Nivea jest idealnym rozwiązaniem dla leniwych! Wspominałam o nim TUTAJ klik. 

To już wszystkie zużycia na dziś. Za jakiś czas pojawię się z kolejnym denkiem. Już powoli zapełniam nową torbę zużytymi produktami.

Dajcie koniecznie znać, czy znacie opisane przeze mnie kosmetyki i jak u Was się sprawowały.

Buziaki 😚
Do następnego! 

Pozdrawiam serdecznie, 
Nati Strokosz 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Praktycznie codziennie znajdziecie mnie na Instagramie 

Zapraszam do obserwacji!





3 komentarze:

  1. Kilka produktów mnie zachęciło ! + post bardzo ciekawie napisany :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, ale zawsze patrzę na te maski Alterry. Znam je doskonale, w głowie obraz zapamiętany, a kiedy jestem w Rossmanie to nigdy o niej nie pamiętam :D Już miałam ją kupić kilka(set) razy :p
    Pozdrawiam cieplutko !

    OdpowiedzUsuń
  3. ile fajnych kosmetykow :) kolorowke tez rzadko zuzywam :D

    OdpowiedzUsuń

Uwaga!

Jeśli masz jakieś pytanie, zadaj je w komentarzu na blogu pod najnowszym postem lub w komentarzu na Instagramie. Będzie nam łatwiej i przyjemniej przeprowadzić dialog.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie :-)

Pozdrawiam serdecznie,
Natalia

Copyright © 2016 Fasonati by Nati Strokosz , Blogger